Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Bloomberg US

Technologie

Imperium elektroniki. Rzeczy, których goście nie powinni oglądać

01-12-2016, ostatnia aktualizacja 01-12-2016 16:00
źródło: © 2016 by Bloomberg L.P. All rights reserved

Codziennie w świat idzie pół miliarda tweetów. O tej gigantycznej bazie w Twitterze mówi się „Firehose”, czyli wąż strażacki. Dla firmy są to aktywa, które można spieniężyć. Dla opresyjnych rządów na świecie – tropy, pozwalające zapolować na dysydentów.

„Twitter to tworzona przez ludzi sieć informacyjna. Coś na kształt cyfrowego rynku, na którym słychać głosy z całego świata" – napisał współzałożyciel i prezes Twittera Jack Dorsey na początku tego roku. Te głosy – setki miliardów tweetów, wysłanych przez ostatnich 10 lat – tworzą gigantyczną i wciąż rosnącą bazę ludzkich konwersacji.

Są i takie miejsca na świecie, gdzie amerykański serwis stał się narzędziem obejścia państwowej cenzury. Należy do nich np. Arabia Saudyjska. – Ludzie nie wierzą tu oficjalnym mediom – mówi Hala Aldosari, saudyjska naukowiec, która w 2010 r. zaczęła tweetować na temat wątków będących lokalnym tabu, czyli m.in. obowiązujących w królestwie surowych praw, zabraniających kobietom podróżowania czy ożenku bez zgody męskiego krewnego. Badanie z 2013 r. wykazało, że co trzeci użytkownik internetu w Arabii Saudyjskiej jest obecny na Twitterze – takiego udziału w rynku serwis nie ma w żadnym innym kraju świata (w Stanach ten współczynnik to 20 proc.). – Jedynym dostępnym nam sposobem na rozmowę o faktach ignorowanych przez oficjalne media są właśnie sieci społecznościowe, takie jak Twitter – mówi Aldosari. – On pozwala nam na otwarte dyskusje i budowanie grup ludzi zainteresowanych zmianami w kraju.

Ale jeśli Twitter daje użytkownikom w krajach autorytarnych rzadką okazję do nieskrępowanej wymiany myśli, to jest to broń obosieczna. Służby bezpieczeństwa śledzą twitterowe dyskusje, co pozwala im obserwować, odnajdować i represjonować krytyków. We wrześniu 2012 r. saudyjski użytkownik Twittera Bader Thawab został aresztowany za tweetowanie „bez szacunku dla panującego Domu Saudów". W marcu 2014 r. innego Saudyjczyka skazano za naigrywanie się z króla i duchownych na Twitterze i YouTubie. W maju zeszłego roku poruszający się na wózku inwalida Dolan bin Bakheet dostał 18 miesięcy więzienia i 100 batów za to, że ośmielił się na Twitterze narzekać na poziom służby zdrowia w Arabii Saudyjskiej. Z raportu organizacji Human Rights Watch wynika, że w królestwie Saudów wniesiono już dziesiątki oskarżeń za nieprawomyślne wpisy na Twitterze.

Pomimo tych represji serwis jest w Arabii wciąż popularny. Jak wynika z „Arab Social Media Report", od 2014 r. przybyło mu 200 tys. nowych aktywnych użytkowników. Ale otwarta krytyka i wymiana poglądów schodzi do podziemia. Aktywiści praw człowieka tweetują teraz w sposób bardziej zawoalowany, w języku znanym tylko grupie wtajemniczonych. Niektórzy zaś w ogóle zrezygnowali ze społecznościowej aktywności. – Ludzie przestali dyskutować na Twitterze o ważnych rzeczach otwartym tekstem – mówi Ali Adubisi, saudyjski działacz na rzecz praw człowieka. – Dziś Twitter w Arabii to już zupełnie inne miejsce niż kiedyś. Totalnie ciche i totalnie słabe.

Krytyka towarzyszy Twitterowi w zasadzie od jego startu w 2006 r. Ludzie narzekają, że są tu obiektem dyskryminacji i ataków trolli, które nie pozostawiają im innego wyjścia poza skasowaniem swego hejtowanego profilu. Tendencja twitterowych sporów do kończenia się nienawistną krytyką czy groźbami fizycznej przemocy utrudniała działania zarządu firmy na rzecz przyciągania nowych użytkowników. Baza klientów w II kwartale 2016 r. powiększyła się o zaledwie 1 proc., co z kolei utrudnia Twitterowi osiągnięcie zysków. Powszechność agresji w ogóle ciąży na biznesie – w październiku koncern Walta Disneya, jeden z głównych kandydatów do przejęcia Twittera, wycofał się z negocjacji, a z nieoficjalnych źródeł wynika, że przyczyną były właśnie kontrowersje wokół serwisu. Od czasu, gdy 5 października akcje Twittera osiągnęły swoje roczne maksimum, ich kurs spadł o ponad 30 proc. Firma szykuje się do zwolnienia 300 pracowników –ok. 8 proc. całej kadry.

...
Poprzednia
1 2 3 4 5 6 7 8
rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Z ostatniej chwili
Najczęściej czytane
Najlepiej oceniane
common