Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Bloomberg US

Globalne interesy

Człowiek, który zepchnął Ubera z drogi

10-11-2016, ostatnia aktualizacja 10-11-2016 10:00

Jak Cheng Wei, założyciel chińskiej firmy Didi, wymanewrował w swoim kraju amerykańskiego potentata.

„Laoda"

Czyli „wielki szefie" – tak w pekińskich biurach start–upu Didi, firmy zajmującej się organizowaniem klientom transportu, niektórzy pracownicy zwracają się do Chenga Wei, założyciela i dyrektora firmy. Inni używają jego angielskiej ksywki: Will. Tego lata świat poznał Willa jako „Uber Slayera", czyli pogromcę Ubera. Inaczej mówiąc – jako przedsiębiorcę, któremu udało się zastopować niepowstrzymany dotąd rozwój najbogatszego i najbardziej agresywnego start–upu od czasów, kiedy Bill Gates kierował Microsoftem.

W sierpniu tego roku, po półtorarocznej walce, która kosztowała Ubera wiele miliardów dolarów, amerykańska firma zgodziła się sprzedać swój interes w Chinach i wycofać się z tego kraju. Dzięki tej rejteradzie Uber – który w zamian dostał 17,7 proc. udziałów w spółce Didi oraz 1 mld dol. w gotówce – ocalił twarz. Ale dla Chenga było to wielkie zwycięstwo. Gdy rozmawiamy z nim we wrześniu na piątym piętrze siedziby jego firmy, stara się, żeby brzmieć wspaniałomyślnie wobec pokonanego rywala. – Uber to wspaniała firma – mówi. – Mają w Chinach najlepszą strategię ze wszystkich spółek z Doliny Krzemowej. Są sprawniejsi niż Google. Nie wszędzie tacy są, ale w Chinach nauczyli się wykazywać dobrą wolę. Nie zachowują się tu jak zwykła firma zagraniczna, ale bardziej jak start–up, pełen pasji, który czuje, że musi o siebie walczyć.

Świat dobrze zna Ubera i walecznego ducha jego twórcy, Travisa Kalanicka. Ale Cheng do sierpnia był mało znany poza Chinami. Wolał, żeby twarzą firmy był inny jej menedżer – mówiący po angielsku Jean Liu, eksdyrektor zarządzający banku Goldman Sachs. Pod kierownictwem Chenga firma Didi w ciągu czterech lat rozszerzyła działalność na 400 chińskich miast. Użytkownicy serwisu mogą zamówić przez internet i opłacić taksówki, prywatne samochody, limuzyny i autobusy dowożące ludzi do pracy. Cheng mówi, że 80 proc. wszystkich kierowców taksówek w Chinach korzysta z usług Didi, by znaleźć pasażerów. Aplikacji tej używa tak wiele osób, że bez niej w godzinach szczytu trudno jest czasem nawet znaleźć taksówkę. Inwestorzy wycenili ostatnio Didi na 35 mld dol., czyniąc z niej jedną z najwartościowszych prywatnych spółek na świecie. Dla porównania, Uber wart jest 68 mld dol. – ale działa w niemal 500 miastach na sześciu kontynentach.

Nasze spotkanie pod koniec września to jeden z nielicznych wywiadów Chenga. Opowiedział nam, jak z nieznanego nikomu człowieka stał się biznesowym magnatem. W wieku 33 lat wygląda bardzo młodo i nosi okulary. Nie zdziwilibyście się, widząc go np. w salonie gier wideo o drugiej w nocy. Jego obszerne biuro w północnej części miasta pełne jest książek o biznesie, a na biurku stoi akwarium ze złotą rybką. W dni, kiedy jest dobra widoczność – w Pekinie nie trafiają się one jednak często – widać góry na północnym wschodzie, w których w XV w. Chińczycy wybudowali Wielki Mur, mający ich chronić przed inwazją Mongołów. To widok bardzo na miejscu.

– Kiedy mieliśmy uruchomić nasz serwis, pojawiło się równocześnie ok. 30 firm chcących działać w tej samej branży – mówi. – Istniały różne modele. Niektóre firmy były o wiele silniejsze niż my. To długa historia – dodaje. – Z wieloma niespodziewanymi zwrotami akcji.

rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Z ostatniej chwili
Najczęściej czytane
Najlepiej oceniane
common